Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski - wszystkie wystawy

Ulotka

Projekt ulotki został przygotowany w formacie A5. Skorzystaj z odpowiednich opcji przy drukowaniu.

PLASTYCZNOŚĆ PLANETY:
Przy naszym udziale w środowisku przyrodniczym dokonują się nieodwracalne zniszczenia. W ramach projektu Plastyczność planety, który jest próbą skonfrontowania się z nimi, w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski zaingurowało równocześnie dwie wystawy: Bezludzka Ziemia i Centrum Natury Współczesnej zespołu badawczego Forensic Architecture. Na projekt składają się również 10. numer magazynu internetowego „Obieg” pod tytułem Stawanie się Ziemią i przegląd filmowy Kino antropocenu.

Punktem wyjścia dla tych projektów jest przekonanie, że przyroda utraciła status neutralnego, stabilnego tła dla ludzkiej aktywności. Wynika z tego konieczność zmierzenia się z pewnym paradoksem. Z jednej strony natura wydaje się bezbronną materią, całkowicie poddaną eksploatacji i dewastacji, z drugiej jednak jawi się jako żywioł, który potrafi ze zwielokrotnioną siłą odwzajemnić przemoc, jaką mu zadajemy. Pojęcie destrukcyjnej plastyczności, zaproponowane przez francuską filozofkę Catherine Malabou, pozwala zrozumieć ten paradoks i skonfrontować się z tym, co nieodwracalne, bez popadania w katastrofizm czy negacjonizm.

SIEDZĄC TUTAJ ZNUDZONA JAK LAMPARCICA:
Maria Loboda posługuje się w swoich artystycznych wypowiedziach unikalnym słownikiem, odwołującym się do bogatych pokładów kultury od starożytności po nowoczesność i najaktualniejszą współczesność. Ważną rolę w twórczości artystki odgrywa język i, szerzej, komunikacja. Sztuka Lobody jest jak pisanie i przepisywanie niezwykłych opowieści, którym nadaje zmanipulowaną i dysfunkcyjną formę. Siedząc tutaj znudzona jak lamparcica w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski jest pierwszą w Polsce wystawą indywidualną artystki złożoną niemal wyłącznie z premierowych realizacji: rzeźb, fotografii, obiektów oraz witraża.
Podejmując próbę uchwycenia nieco enigmatycznej i wymykającej się jednoznacznym kategoryzacjom twórczości Lobody można powiedzieć, że artystka analizuje systemy komunikacji lub też zaryzykować twierdzenie, że przede wszystkim lubi snuć historie. Zwykle dość zaskakujące, wypływające z osobistych fascynacji, pasji czy wręcz obsesji autorki, które jednak zyskują w jej pracach wymiar uniwersalny.
„Każdą wystawę próbuję zbudować wokół małej opowieści – takiego haiku – dzięki czemu wszystkie prace «należą do siebie», wszystkie oddziałują na siebie wzajemnie”. A jak przystało na wielbicielkę Alfreda Hitchcocka, Agaty Christie, Raymonda Chandlera czy Edgara Allana Poego, Loboda umiejętnie odciąga uwagę od znaczeń swoich prac, przekierowując ją na zawarte w nich kody, metafory, symbole, zagadki. Za każdym razem konstruuje na swój sposób logiczną strukturę, a jednocześnie stara się zaburzyć spójność narracji.
Sztuka jest dla Lobody odpowiedzialną i ryzykowną operacją: artystka przekłada słowa, opisywane przez nie pojęcia, refleksje czy sytuacje na materialne rzeczy, przedmioty, którym zwykle nadaje charakter ready-made. Język jako tworzywo dociera w pewnych sytuacjach do swoich granic i artystka, aby się wypowiedzieć, musi posiłkować się obiektem.
Kluczowe w twórczości Lobody są tytuły prac i wystaw – wystarczy je przeanalizować, by znaleźć mapę pomocną w nawigacji przez te niejasne, magiczne i dziwne opowieści, w których panuje klimat przywodzący na myśl filmy Lyncha: nic nie jest do końca takie, na jakie wygląda.
Tytuł warszawskiej wystawy parafrazuje zdanie z wiersza Sylvii Plath Leaving Early /Wczesne odejście, brzmiące w oryginale: sitting here bored as a leopard. Znudzony, leniwy drapieżnik wywołuje zarazem poczucie spokoju i zagrożenia; śmiertelne niebezpieczeństwo wyrażone jest nie za pomocą napięcia, ale nudy. Zmysłowy obraz, cisza przed burzą. Groźna nuda, która może być też nudą egzystencjalną, źródłem nihilizmu lub anarchii.
Do przestrzeni galeryjnych na wystawie prowadzi brama z trzema wysokimi i eleganckimi przejściami jak w egipskiej świątyni. Świątyni dysfunkcyjnej, miejsca kultu jakiegoś dziwnego, niewidocznego bóstwa; a może jest to lobby bliżej nieokreślonego urzędu, biura, korporacji, symbol władzy i prestiżu? Ten trop podpowiadają cienie żaluzji, rysujące się na zewnętrznej ścianie bramy. Połączenie sacrum i profanum, które w efekcie nie jest ani jednym, ani drugim. Do głównych elementów ekspozycji należą pokaźnych rozmiarów rzeźby utrzymane w neutralnej, modernistycznej estetyce, na których mogą odpoczywać osoby opiekujące się wystawą. To przewrotny, subtelnie anarchistyczny gest wobec dzieł sztuki, które chroni się przed dotykiem widzów.
W głębi wystawy pojawiają się odniesienia do figury biznesmena, tu wydobytej ze zjadliwej satyry Edgara Allana Poego pod tytułem Człowiek interesu oraz motywy pochodzące z estetyki filmu neo noir, w którym figura przestępcy jest metaforą ciemnej, strony ludzkiej natury. Wysmakowana paleta kolorystyczna rodem z Amerykańskiego żigolaka pojawia się na monumentalnym witrażu, przedstawiającym scenę z tego filmu. Powraca tu motyw żaluzji ocieniających scenę, w której Julian w panice przeszukuje swoje mieszkanie. Żaluzje to nieodłączny atrybut scenografii kina noir, ale również estetyki biurowej.
Jean-Luc Godard mawiał, że historia powinna mieć początek, środek i koniec, ale niekoniecznie w takiej kolejności. Sztuka Lobody podlega logice przynależnej poezji; narzuca wysiłek interpretacyjny i zachęca do szukania klucza otwierającego dostęp do ukrytego komunikatu.
Urodzona w 1979 roku artystka od ponad 30 lat mieszka w Niemczech, jest absolwentką Städelschule we Frankfurcie, akademii, która oferuje studentom maksimum wolności, skupiając się na sztuce niezależnej od wszelkich nieartystycznych ograniczeń lub zadań. Maria Loboda brała udział m.in. w dOCUMENTA (13), Taipei Biennale w 2014 roku, wystawiała prace w Museo Reina Sofia w Madrycie, Palais de Tokyo w Paryżu, a w tym roku została zaproszona do wystawy głównej na Biennale w Wenecji. W 2015 roku Loboda zrealizowała projekt dla Bunkra Sztuki w Krakowie, uczestniczyła w Konferencji Tatrzańskiej (Kraków, Zakopane), a także brała udział w Teatrze Mykologicznym w Rabce, w Kadenówce u Pauliny Ołowskiej, ale dotychczas nie miała okazji do zaprezentowania polskiej publiczności większego wyboru prac.

PLEASE SOMEBODY GAME END ME:
Czy da się wyrzeźbić internet? W jaki sposób świat cyfrowy może z powrotem przeobrazić się w analogowy? Wystawa Wiktorii Walendzik w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski to próba przeniesienia internetowego krajobrazu do świata rzeczywistego.
Wystawa please somebody game end me prezentowana w Project Roomie U–jazdowskiego składa się z rzeźb, które kojarzą się z ulicą, miejskim podwórkiem i placem zabaw. W przestrzeni ekspozycji, podobnie jak w sieci, rządzi zasada zaburzenia i błędu. Wszystkie obiekty pokazane na wystawie mają swoje źródło w internecie. To, co dziwne staje się tu najbardziej autentyczne: zbyt stroma zjeżdżalnia, z której nie można zjechać czy piaskownica, w której siedzi sfinks.
Tytuł wystawy jest cytatem z gry online Roblox. To wypowiedź jednego z graczy, który na publicznym czacie poprosił o zakończenie jego rozgrywki. Please somebody game end me brzmi jak beznadziejne wołanie o pomoc w świecie, który nie przewiduje końca.
Wiktoria Walendzik w swojej praktyce artystycznej bada kolektywną wyobraźnię powstającą w internecie. Wszystko zaczyna się od obrazów znalezionych w sieci. Artystka kolekcjonuje screeny z filmików na YouTube, upublicznione obrazki z profili w mediach społecznościowych, strony z zabawnymi rzeczami, memy i zdjęcia robione telefonem na ulicy czy w sklepach. Następnie ten cyfrowy strumień materializuje się. Walendzik drukuje kolekcje obrazów, wkleja do szkicownika i grupuje, tworząc nowe połączenia. Potem powstają szkice, a na ich podstawie obiekty przestrzenne.
Procesy, które znamy ze świata cyfrowego, takie jak konwertowanie, kopiowanie czy działanie algorytmów, artystka przenosi do rzeczywistości. W ten sposób odwraca schemat produkcji wyobrażeń: z płaskich obrazów na nowo powstają obiekty trójwymiarowe. Czy cyfrowe mutacje znajdą swoje miejsce w rzeczywistym świecie?
Please somebody game end me jest czwartą tegoroczną odsłoną Project Roomu. W ramach tego cyklu w U–jazdowskim prezentowana jest twórczość polskich artystów młodego pokolenia. Wszystkie wystawy są przygotowywane specjalnie dla tej przestrzeni i mają charakter premierowy. W 2019 cykl otworzyła wystawa Marty Krześlak Bal u plastyków. Po filmowym projekcie Domu Mody Limanka Ostatni pociąg do Warszawy, swoją indywidualną wystawę Obcowanie. Studium ciśnień przygotował Jan Moszumański-Kotwica. W tym roku zobaczymy jeszcze premierowe projekty Horacego Muszyńskiego oraz Róży Dudy i Michała Soi. Spośród wszystkich tegorocznych projektów międzynarodowe jury wybierze dwie najlepsze wystawy i nagrodzi je I Nagrodą w wysokości 20 000 zł i II Nagrodą – 10 000 zł. Laureatki i laureatów poznamy w styczniu 2020 roku.
Wiktoria Walendzik (ur. 1994) w 2018 roku obroniła dyplom licencjacki w pracowni prof. Kamila Kuskowskiego na kierunku multimedia na Wydziale Malarstwa i Nowych Mediów Akademii Sztuki w Szczecinie. Obecnie kontynuuje studia magisterskie. Wystawa w Project Roomie jest jej pierwszą indywidualną wystawą.

Za treść odpowiada organizator wydarzenia. Szczegóły oraz termin rozpoczęcia sprzedaży wejściówek można sprawdzić bezpośrednio na stronie ewejsciowki.pl